|
Samotność Wojtka...... Na wstępie, powiem tylko tyle WARTO BYŁO!!! Warto było .czekać ....nie przyśpieszać, tylko cierpliwie czekać, na ten pierwszy krok...Pierwszy ale jakże ważny, chyba można rzec, iż milowy :) A czyj to krok? Wojtusia. Wojtusia, który żyje w bardzo trudnym dla samego siebie świecie. W świecie, gdzie wszystko jest zagrożeniem, gdzie strach wiedzie we wszystkim prym... Gdzie nie ma miejsca na bliskość z drugim człowiekiem, gdzie nie ma pluszowych zabawek, gdzie spojrzenie przepełnione jest lękiem...bo wszystko jest OBCE, wszystko jest POZA MNĄ... ..............tak widziałam świat Wojtka... Wojtek, ciągle mimo tego szukał kontaktu ze światem, chciałby umieć się przytulić, chciałby dotknąć i poznać to, co go otacza aleeeeee, ale strach ma WIELKIE, OLBRZYMIE wręcz oczy...i trudno, bardzo trudno Wojtkowi jest o nim zapomnieć.... Nasze spotkania polegały na tym, iż Wojtek ze łzami w oczach BYŁ.... widział jak inni bawią się z pieskiem...chciał, przybliżyć się do pieska, próbował przybliżyć się do mnie....było jednak, to wszystko zbyt trudne. Wolał uciekać w swój bezpieczny świat...ale wiedziałam, że czuje się w nim bardzo samotny...I ten jego płacz, był wołaniem...WOŁANIEM o pomoc...Ciągle myślałam, jak mogę mu pomóc... Jednego, jednak byłam pewna: że nie można Wojtusia do niczego zmuszać. Jerbah i Sharaya po prostu przychodziły i bawiły się z pozostałą grupą od czasu do czasu tylko mimo chodem dotykały Wojtusia... rzucałam im piłkę tak, by musiały przejść obok niego...maznąć, go swoim kudłatym ogonkiem...Czasami stanąć na tyle blisko, by Wojtuś mógł usłyszeć jak oddychają, jak mlaskają... Ktoś mógłby powiedzieć...i co z tego !!! A ja czułam, że Wojtek do nas dotrze, że pokona tą swoją granicę, by móc wejść do świata czworonożnych przyjaciół...tylko nie wiedziałam kiedy to nastąpi i w jaki sposób!!! Bałam się czy będzie to dla nas zauważalne!!! I przyszedł kolejny wtorek....wchodzę na salę z Jerbah, która jest niesamowitym psem...ja wiem, że ona czuje, iż musi pomagać... dlatego jest tak cierpliwa, taka dobra... Rozkładam swoje tobołki...i oczom własnym nie wierze.... Do Jerbah przybliża się WOJTUŚ, jest przed nią, siedzi....patrzy na nią, patrzy w jej oczy . Z nikim, do tej pory Wojtek nie nawiązał takiego wzrokowego kontaktu jak z Jerbah. I zaczyna mówić...zaczyna mówić w zrozumiałym tylko dla siebie języku ale mówi do Jerbah...zaczyna ją dotykać...klepie ją po główce, dotyka nosa i ciągle „mówi”... A Jerbah, patrzy na niego i czeka...nawet nie muszę wydawać jej żadnych komend, cierpliwie czeka, pozwala Wojtusiowi na ten „nie zawsze” kontrolowany dotyk, nawet nie wzdryga się, kiedy Wojtek „mówi”, czasami dosyć głośno...Wie, że nie może wykonać żadnego ruchu, bo Wojtek mógłby się speszyć, przestraszyć...a to, mogłoby zburzyć wszystko... Łezka w oku się zakręciła...radość wielka....Wojtek przez całe 30 min. rozmawiał z Jerbah, nawiązał z nią kontakt, a jakby tego było mało...to Wojtuś opierał się plecami o kolana swojej Pani...A tego, Wojtuś nigdy nie robił, nie lubi generalnie gdy ktoś, jest za jego plecami. Było to dla nas wszystkich wielkie wydarzenie, ten wtorek na długo pozostanie w naszej pamięci. Wiem, że teraz będzie już tylko lepiej...i wiem, że Wojtek rozszczelni swoją granice. Granicę, która zwie się STRACHEM, strachem z jednej strony przed światem a z drugiej strony przed samotnością. Świat Wojtka jest bardzo trudny, mam nadzieje jednak, że z moimi wspaniałymi dziewczynkami (niufkami) pomogę Wojtusiowi się w nim odnaleźć... To kolejna chwila w mym życiu, która pokazuje mi, że to co robię ma sens....Jestem dzięki temu szczęśliwym człowiekiem....
|