|
Spotkania.... Nie widzę, nie słyszę, nie mówię ... lecz czuję, dotykam, smakuję, odczuwam ruch. Głuchym śmiechem, witam Ciebie. I cieszę się, że jesteś, mimo, iż nie wiem jak mogę to Tobie powiedzieć... Szukam Ciebie swymi dłońmi, bądź przy mnie, bo jesteś bezpieczną częścią świata, którego tak mało znam i rozumiem... Ostatnie doświadczenia z dziećmi głęboko upośledzonymi oraz z dzieciakami autystycznymi utrwaliły mnie w przekonaniu, jak bardzo ważne jest po prostu zwykłe spotkanie z psem... Z psem, który pozwoli doświadczyć siebie w sposób najbardziej naturalny, pozwoli na dotyk, na powąchanie, na patrzenie, na wyciszenie... Wielkim darem jest to, iż mogę to wszystko obserwować. Często, taka jest moja rola jestem obserwatorem, który „zabezpiecza”. Zabezpiecza psa! Bo podstawą w tego typu spotkaniach, jest „wyprzedzenie” zachowania niepożądanego ze strony dziecka, który oczywiście nie w sposób świadomy chce wyrządzić psu krzywdę, tylko tak nieadekwatnie reaguje na nową, często przerastającą go emocjonalnie sytuacje. I tak np. Marek, który dosyć często stwarza zagrożenie dla innych, jak i dla samego siebie, który potrafi nagle wpaść w tak nieobliczalną złość, że trudno jest go opanować kiedy przychodzi pies... przytula się do niego, głaszcze i razem sobie z nim leży... Do niedawna, musiałam przychodzić do jego pokoju, z którego nienawidził wręcz wychodzić i musiałam pilnować, by zbyt dużo osób nie wchodziło tam razem z nami (bo Marek, wtedy się bardzo denerwował ) i zajęcia odbywały się często „jeden na jeden” i były bardzo krótkie. A teraz, gdy wchodzę na grupę, i Pani opiekunka woła Marka. To Marek wychodzi ze swojego pokoju, zabiera psiaka na smyczy, robi z nim spacerek po korytarzu i wchodzi do pokoju pełnego kolegów, kładzie się gdzieś na ziemi obok psiaka i się ot tak, relaksuje. Głaszcze go, wącha, czesze, karmi .... czasami pozwala na to, by można i jego pogłaskać (na krótko ale...) zdarza się już i tak, że to on pogłaszcze moją dłoń. Obserwowanie jak Marek się zmienia, jak się otwiera na grupę, na innych jest wspaniałym doświadczeniem... I wiem, iż wielka zasługa jest tutaj Sharayi i Jerbah. Dlatego uważam, iż każdemu należy dać szanse i że każdy wcześniej czy później zacznie prawidłowo reagować na psa. A to już pierwszy ale jakże ważny krok, ku temu by ów człowiek, zaczął prawidłowo widzieć otaczający go świat i wchodzić w relacje „ja – drugi, nie ja”. Czasami praca jest bardzo rozłożona w czasie i ktoś mógłby być zawiedziony brakiem szybkich efektów...ale one przychodzą, tylko po prostu niektórzy potrzebuję do tego więcej czasu.... I nie ma, moim zdaniem w tej jakże trudnej pracy jakiś jasnych, prostych wytycznych, które określą dokładnie co trzeba zrobić, by osiągnąć taki a taki efekt, wtedy a wtedy. Każde spotkanie jest bardzo indywidualną sprawą i trzeba bardzo dużo czasu poświęcić na obserwacje relacji, zachodzących pomiędzy podopiecznym a psem by móc wypracować indywidualny program zajęć. I należy pamiętać, iż zakładanie, planowanie, tego co będzie się robiło na najbliższych zajęciach, nie może być sztywno przestrzegane gdyż każde zajęcia należy rozpocząć właśnie od wnikliwej obserwacji, na podstawie której dostosowuje się sposób prowadzenia zajęć... „Ja – pies” tworzyć musimy bardzo zgrany zespół, w którym to ja, bezwzględnie muszę zadbać o bezpieczeństwo i nigdy nie mogę zawieść zaufania psa. Bezpieczeństwo i zaufanie psa do mnie, iż nie pozwolę nikomu na wyrządzeniu mu krzywdy, jest podstawą prawidłowego funkcjonowania owego zespołu i gwarantuje powodzenie w pracy z „trudnymi” podopiecznymi. z pozdrowieniami Przyjaciel – Pies
|